C jak cierpienie

Początki emigracji to niełatwy czas.

Nie tylko dlatego, że wszystko jest nowe i obce, ale przede wszystkim dlatego, że tęskni się za krajem ojczystym. Za tymi, których się zostawiło, za rodziną i przyjaciółmi, za znajomymi uliczkami, smakiem ulubionych potraw oraz za brzmieniem języka, który rozumiemy. Tęskni się i cierpi. Zwykle cierpienie to trwa około trzech lat (w zależności od wrażliwości), płacze się wtedy do poduszki i wspomina. Zanim zapuści się korzenie w nową ziemię, stoi się „okrakiem” w dwóch domach. Nie należy się jeszcze tu, do nowego kraju, ani już tam, do ojczystego. I obojętnie, jak piękne widoki roztacza przed nami nowa ojczyzna, człowiek czuje się źle.

IMG_4566

Po pewnym czasie przechodzi, można odetchnąć i zacząć czuć się jak u siebie. Wysłuchałam wiele opowieści tutaj i przeczytałam mnóstwo listów od Was, i widzę, że zwykle cierpienie to trwa dwa, trzy lata. Ja sama, mimo, że Szwecja mnie zachwycała, płakałam pierwsze trzy lata, potem przeszło, jak ręką odjął. A miałam przecież bardzo wygodnie, przyjechałam do męża, który wszystko mi zapewnił i który otoczył mnie troską i miłością. Zaś wielu ma naprawdę ciężko, mnóstwo Polaków musi borykać się z nowymi przeszkodami samodzielnie, niejedna para jest rozdzielona, co potęguje to cierpienie na nowej ziemi.

Obojętnie dokąd i kiedy się wyemigruje, trzeba uzbroić się w cierpliwość i przecierpieć ten pierwszy trudny okres. Nie ma na to złotego środka, który przyśpieszy adaptację, ten czas trzeba po prostu przeżyć.

Potem jest już tylko lepiej.

Z cyklu Alfabet emigracji, na literkę C pisała inna Polka ze Sztokholmu, Gabi, tym razem o… czekoladzie.

To tak na osłodę.

13 Komentarzy

Filed under Polka w Szwecji

13 responses to “C jak cierpienie

  1. Enisajs

    Już od dłuższego czasu czytam Twojego bloga i postanowiłam napisać coś od siebie. Też przebywam na emigracji w Szwecji, wprawdzie jestem tu dopiero tydzień, ale i tak jest mi trudno. Nie potrafię sobie uświadomić, że już naprawdę tutaj mieszkam. Póki co wmawiam sobie, że jestem na ,,egzotycznych” wakacjach, takie myślenie bardzo mi pomaga. Życzę wszystkim na emigracji dużo ciepła, optymizmu i pozytywnego myślenia! Trzymajcie się cieplutko!

  2. Mnie jeszcze nie przeszła tęsknota za Polską…nauczyłam się już tutaj żyć, ale to życie jest jakieś takie z dnia na dzień, nie uczestniczę w życiu społecznym szczególnie…faktycznie lubię przebywać z ludźmi i jestem niesamowitą gadułą, lubię też słuchać innych ludzi ale Szwedzi jakoś tak działają mi na nerwy..wybaczcie, ale nie potrafię (jeszcze?) ich zrozumieć, a te ich uśmiechy i miłe słowa wcale nie wydają mi się przyjacielskie…czasami przeraża mnie myśl że moje dziecko będzie z nimi chodziło do szkoły i śmiało się z tych samych głupich i nie zrozumiałych (dla mnie) dowcipów…ale mój optymizm podpowiada…spokojnie to tylko twój punkt widzenia..wszystko zmieni się z czasem…czekam…

  3. shila

    Ja utknęłam na etapie „rozdwojenia” – nigdzie nie jestem w domu. Jak jestem w PL, brakuje mi DE, będąc w DE tęsknię za PL… Choć wciąż lepiej się czuję w Polsce (język, rodzina, znajomi), to styl życia Niemców dużo bardziej mi odpowiada. Nie wiem kiedy uda mi się „posklejać”, w końcu nie można wiecznie żyć w zawieszeniu.

  4. Darek

    Ja mam za sobą okres płakania w poduszkę, i inne bardzo smutne przeżycia które przypadły na czas pobytu w Szwecji. Również mam za sobą okres usilnego robienia z siebie Szweda a nawet pogardy dla Polski, za co się wstydzę, imponowania Szwedom którzy i tak pogardliwie patrzą na ‚östra, post kommunistiska länder’ jak Polska.
    Szwecja to kraj w którym mieszkam z powodu pracy a nie żadna nowa ojczyzna. Gdyby nie bliskośc Polski i możliwosc częstego tam bywania, oszalałbym. Nie wyobrażam sobie tkwic w Szwecji cały rok.

  5. Witam. Trafiłam tu przypadkiem, ale tak pięknie piszesz o swojej nowej ojczyźnie, że z wielką przyjemnością będę tutaj zaglądać. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  6. Popatrze jak roznie czlowiek moze reagowac… Ja sie zbieram psychicznie do wpisu na E jak Emigracja – mam nadzieje,ze przeczytasz, bo napisze jak to u mnie bylo na poczatku, jakie uczucie dominowalo… Ale nie cierpienie…

  7. henlub

    Głowa do góry , przywykniesz …

  8. Wiele razy ludzie uciekają od czegoś na emigrację. A potem okazuje się, że próbowali uciec od siebie. Z oczywistych powodów – bezowocnie. I cierpienie zostaje, ba! zwiększa się przez tęsknotę za domem. Za tym, co znajome, bezpieczne.
    Tak, jak napisała powyżej Karolina, integracja potrafi wszystko zmienić.
    Potrzeba przynależności jest naturalna dla każdego człowieka a chęć integracji pozwala odnaleźć w nowym miejscu drugi dom.
    Do tego potrzebny jest jeszcze jeden składnik, którego wydaje mi się Ty masz pod dostatkiem Moniko, i o którym chętnie bym przeczytała, bo też jest na C 🙂
    To CIEKAWOŚĆ!
    Świata, ludzi, nowej kultury, języka. W nowym miejscu tyle jest przecież do odkrycia! 🙂
    /K :-*

  9. Myślę, że to cierpienie i tęsknota to sprawa bardzo indywidualna.
    Wiele razy mam wrażenie, że ludzie uciekają od czegoś na emigrację, a okazuje się, że próbują uciec od siebie. I wtedy na emigracji nadal jest im źle, ale teraz mają „namacalny” powód do smutku i cierpienia.
    Jak napisała Karolina powyżej, integracja wiele zmienia w codzienności emigranta. Dzięki poczuciu przynależności cierpi się mniej.
    Jest jeszcze inne słowo na C, które wydaje mi się cechuje Ciebie i „Twoją emigrację”, i o tym bym bardzo chciała przeczytać.
    CIEKAWOŚĆ

  10. Karolina

    Moniko, uwielbiam czytac Twoje wpisy. Jestem zakochana w Szwecji, a Ty tak pieknie mi ja przyblizasz. Dziekuje!
    I masz racje z tym trzyletnim cierpieniem. Pozniej mija jak reka odjal, pod warunkiem, ze przynajmniej raz w roku ma sie okazje odwiedzic ojczyzne ( rowniez po to, aby pozbyc sie nasilajacych sie mysli, ze Polska to jednak kraj mlekiem i miodem plynacy :-)- oj lubimy na emigracji ulec zludnym mysla, ze w pl to jednak wszystko jest lepsze, latwiejsze, pod wplywem tesknoty zatraca sie gdzies po drodze rzeczywisty obraz ojczyzny. A przeciez z jakiegos powodu, kazdy z nas z niej wyjechal… ). Ja juz ponad 10 lat mieszkam w Niemczech. Milosc byla przyczyna 🙂 Nigdy nie zalowalam swojej decyzji, swietnie sie tutaj odnalazlam.Ba! -nawet na starosc nie zamierzam wrocic do Polski. Tutaj jest moj dom, tutaj jest dom moich dzieci, a i swiat ostatnio zrobil sie taki malutki, dzieki Skype, prawie dormowym rozmowom telefonicznym, czy lotom za przyslowiowy grosz. Emigracja w dzisiejszych czasach jest o wiele latwiejsza do zniesienia niz np.30 lat temu.
    No i slowo klucz, otwierajace prawie wszystkie drzwi na emigracji -integracja. I swiat staje sie od razu lepszy.
    Pozdrawiam serdecznie ze slonecznej nrw 🙂
    I pisz dziewczyno, pisz, bo swietnie Ci to idzie!

  11. Leon

    Emigracja to trudny temat ,mam koleżankę w Niemczech powiedziała ze wróci do Polski nie widzi się tam na starość tęskni bardzo za Polską

Dziękuję za komentarz!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s